Dymitr Mielnikow Mieszkańcy Petersburga. Bardzo kocham wasze miasto. Do zakołowania w głowie. Do maniakalnego uzależnienia. Ten człowiek w kuchni komunalnej, jednej na całe piętro snuł ze smutną ironią o babciach w obcisłych kołnierzykach o teatralnych torebkach w rękach, ich ulubionych bluzkach i broszkach o pudelkach, pinczerkach i o kotkach a przy tym o lokalnym kolorycie szczególnym sposobie życia czy bycia. Bezsensownie upływały moje dni, podobało mi się miasto Petersburg. Starożytne, stałem w obskurnej bramie kliknąłem zapalniczką, by w jej błysku ujrzeć domy ruszające się z miejsc, otwierały się zapisane księgi historycznych, dębowych drzwi. Bulgotała woda w rurach baterii, Na marmurowym stopniu - dwie szklanki stały - w nich jeszcze wino nie wyschło. "Powiedz, wino, kogoś pocałowało?" Wyszeptałem patrząc w ciemne okno, "Oto miasto - metropolia cudów postawiona na błotach żurawin..."- A pod latarnię - z niewidzialnych niebios zleciała lodowa pozłota. Jeszcze ujrzysz nie tylko